Uważa, że ​​dzieje się tak dlatego, że ciała mężczyzn i kobiet mają tendencję do kołysania się inaczej

To sprawia, że ​​są łatwiejsze w zarządzaniu niż takie opcje jak prezerwatywy czy tabletki antykoncepcyjne, o których nastolatki muszą pamiętać lub, w przypadku pigułek, przyjmować codziennie. W przeciwieństwie do prezerwatyw, ale podobnie jak pigułka, wkładka nie zapobiega chorobom przenoszonym drogą płciową. Chociaż plaster jest mniej więcej tak skuteczny jak wkładka domaciczna, wymaga cotygodniowej konserwacji i w ostatnich latach przyciągnął uwagę potencjalnych skutków ubocznych, takich jak udary i zakrzepy krwi.

„Tak wiele dzieci nigdy nie bierze pigułek lub nie bierze pigułek i nie bierze ich dobrze” – powiedziała Melanie Gold, dyrektor medyczny szkolnych ośrodków zdrowia na Uniwersytecie Columbia. „Oczywiście, wkładka domaciczna jest lepszym wyborem”.

Ale nawet przy tym stosunkowo niedawnym szumie, grudniowy artykuł wstępny w Journal of the American Medical Association Pediatrics stwierdził, że pediatrzy często nie są przeszkoleni w zakresie tej procedury, co, zdaniem ekspertów, utrudnia nastoletnim dziewczętom dostęp do tej formy kontroli urodzeń. w przeciwieństwie do dorosłych kobiet, które częściej odwiedzają ginekologa.

Rezydenci pediatryczni zazwyczaj spędzają tylko miesiąc na studiowaniu „medycyny dla nastolatków”, która obejmuje antykoncepcję.

rekomendowane lektury

Wkładki domaciczne i implanty to nowa pigułka

Dlaczego nikt nie jest pewien, czy Delta jest bardziej zabójcza

Katherine J. Wu

Nie jesteśmy gotowi na kolejną pandemię

Olga Chazan

Julia Potter, lekarka z oddziału pediatrycznego New York-Presbyterian Hospital i współautorka artykułu redakcyjnego, powiedziała, że ​​instruktorzy, którzy uczą medycyny nastolatków, sami często nie są przeszkoleni w zakresie procedury zakładania wkładki wewnątrzmacicznej. Rezydenci medyczni mogą wtedy nie zdobyć umiejętności, których potrzebowaliby, aby zapewnić tę opcję kontroli urodzeń, gdy zaczną ćwiczyć.

Jeśli mieszkańcy są narażeni na zabieg – coś, co w dużej mierze zależy od pacjentów, których spotykają podczas tej miesięcznej rotacji – ten przedział czasowy „z pewnością nie jest wystarczający, aby nauczyć się zakładać wkładkę wewnątrzmaciczną”, powiedziała Jane McGrath, szef medycyny młodzieżowej na Uniwersytecie Nowego Meksyku.

Lekarze przedstawiali różne przemyślenia na temat tego, ile razy wystarczyłoby, aby stać się kompetentnym w zakładaniu wkładek domacicznych, ale Gold zasugerował, że może to zająć 10 wkładek, zanim lekarz poczuje się komfortowo podając ją.

Pediatrzy mogą również czuć się mniej komfortowo, oferując pacjentom wkładki domaciczne niż inni lekarze, sugeruje badanie opublikowane w 2013 roku w Journal of Adolescent Health. Badanie wykazało, że 26 procent lekarzy praktykujących pediatrię lub medycynę wewnętrzną zapewniało wkładki domaciczne lub inną długo działającą antykoncepcję – w porównaniu z 88 procentami zidentyfikowanymi jako ginekolodzy lub lekarze rodzinni.

Ci, którzy to podnoszą, często kierują pacjentów zainteresowanych wkładkami do innych lekarzy, takich jak ginekolodzy, mówi Annie Hoopes, pediatra i pracownik medycyny młodzieżowej w Seattle’s Children’s Hospital. Ale dla nastolatków takie skierowania mogą być skomplikowane.

Prywatność może być problemem, powiedziała Swanson, która nie wykonuje procedury wstawiania w swoim biurze. Nastolatek może nie chcieć, aby jej rodzice wiedzieli, że otrzymuje antykoncepcję, ale „jeśli pójdzie i zobaczy ginekologa, a wizyta zostanie opłacona”, pediatra nie może zagwarantować, że nie pojawi się na oświadczeniu ubezpieczeniowym.

W takich sytuacjach, powiedziała Swanson, wyśle ​​pacjentów do Planned Parenthood lub podobnego dostawcy, gdzie wizyta nie jest rozliczana z planu ubezpieczeniowego rodzica.

Nastolatki również nie zawsze działają na podstawie skierowania, mówi Marissa Raymond-Flesch, stypendystka medycyny dla młodzieży i młodych dorosłych na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco.

Rezydenci pediatryczni zazwyczaj spędzają tylko miesiąc na studiowaniu medycyny dla młodzieży, która obejmuje antykoncepcję.

„Mogą mieć ograniczoną kontrolę nad swoim czasem – szczególnie, jeśli starają się uzyskać poufne usługi” – powiedziała. Dodała, że ​​strach przed zużyciem jest powodem, dla którego jej praktyka przeniosła się na oferowanie wkładek wewnątrzmacicznych. W przeciwnym razie „młodzież może zostać utracony z obserwacji”.

A w miejscach, w których dostęp do dostawcy jest trudniejszy, geografia może stanowić kolejną barierę dla nastolatków, którzy nie otrzymują wkładki od swojego zwykłego lekarza.

Tymczasem rozmowy z pacjentami i ich rodzicami zmieniły się „drastycznie”, odkąd zaczęła omawiać wkładki, powiedziała Swanson. Początkowo rodzice denerwowali się wkładkami domacicznymi – sugerując na przykład, że mogą powodować bezpłodność u ich córek. Teraz, dla kontrastu, zarówno nastolatki, jak i rodzice wydają się „bardzo otwarci na” długo działającą antykoncepcję, powiedziała, a nastoletnie dziewczęta częściej pytają o wkładki wewnątrzmaciczne bez zachęty.

Swanson dodała, że ​​chociaż rodzice czasami poruszają kwestie związane z kontrolą urodzeń, ona osobiście czeka z poruszeniem tego tematu do indywidualnej części wizyty nastolatka, kiedy rodzice muszą opuścić pokój.

Nadal nie jest jasne, czy i jak programy nauczania mogą się zmienić, aby uwzględnić wkładki wewnątrzmaciczne i podobne formy antykoncepcji. Jeśli staną się bardziej popularne, mieszkańcy – zwłaszcza ci, którzy kładą nacisk na medycynę dorastania – mogą wymagać takiego szkolenia w szkole medycznej.

Ale trudno jest wiedzieć, kiedy i jak to się może wydarzyć, mówi Mandy Coles, kolejna współautorka artykułu redakcyjnego JAMA, lekarz medycyny młodzieżowej i adiunkt pediatrii w Boston University School of Medicine.

„Najważniejsze jest to, że zajmie to więcej czasu, wsparcia i badań w celu poprawy szkolenia” – powiedziała.

Ten artykuł został opublikowany dzięki uprzejmości Kaiser Health News.

Szeroka przestrzeń błękitnej wody, która pokrywa większość tego świata, kryje w sobie wiele tajemnic. W długiej i bogatej historii żeglarstwa ludzie zbadali zaledwie pięć procent oceanów i nawet ta wiedza ma swoją cenę. Odkąd człowiek usiłował oswoić i przemierzyć morze, morze go za to ukarało. Z barfowaniem.

„Nieszczęście, które znosiłem z powodu choroby morskiej, znacznie przekracza moje oczekiwania” — napisał kiedyś Karol Darwin do swojego ojca. „Gdyby nie choroba morska, cały świat byłby marynarzami”. Jeszcze później grecki lekarz Hipokrates przewidział nasz obecny termin „choroba lokomocyjna”, pisząc: „żeglowanie po morzu dowodzi, że ruch powoduje zaburzenia ruchu”.

Dlaczego ludzie cierpią na chorobę lokomocyjną jest tajemnicą, a jak działa choroba lokomocyjna, jest mniej tajemnicą, ale raczej debatą. Niedawne badanie przeprowadzone przez firmę genetyczną 23andMe, opublikowane w Human Molecular Genetics, rzuca nieco światła na czynniki genetyczne związane z chorobą lokomocyjną, potwierdzając niektóre istniejące teorie na temat tego, które części ciała są zaangażowane w to zjawisko.

Chociaż każdy może zachorować na chorobę lokomocyjną, przy wystarczającej ilości ruchu, wciąż pozostaje wiele niewiadomych, dlaczego niektórzy ludzie częściej chorują na łodziach – i samochodach, samolotach, przejażdżkach karnawałowych i huśtawkach opon. (I najwyraźniej wielbłądy?)

Jeśli czyjeś oczy mówią mu jedno, a uszy drugie, to niedopasowanie może spowodować problem.

Dominująca teoria o tym, co powoduje zawroty głowy, bóle głowy i nudności w chorobie lokomocyjnej, głosi, że jazda w pojazdach lub na wielbłądach powoduje pomieszanie niektórych zmysłów. Aby zachować równowagę podczas poruszania się po świecie, ludzie używają oczu, uszu kanabialica w aptece, stóp, a może rąk, jeśli są niemowlętami, które potrafią raczkować. Ucho wewnętrzne to siedziba układu przedsionkowego, który zajmuje się ruchem i równowagą. A jeśli czyjeś oczy mówią mu jedno – na przykład „Siedzę nieruchomo w samochodzie” – a jego uszy mówią mu coś innego – „Jadę autostradą z prędkością 100 mil na godzinę” – to niedopasowanie może spowodować problem .

„Innym miejscem może być to, że siedzisz w kinie i [na ekranie] widzisz samolot przelatujący nad urwiskiem. Twoje oczy mówią ci, że lecisz swobodnie, ale siedzenie twoich spodni mówi, że nigdzie się nie wybierasz” – mówi Timothy Hain, otoneurolog i emerytowany profesor Northwestern University, opisując inny scenariusz niedopasowania, w którym ludzie zaczynają się ruszać. chory – patrząc na ekrany.

Tom Stoffregen, profesor kinezjologii na University of Minnesota, ma inne wyjaśnienie. Nazywa to teorią stabilności posturalnej.

„Nie przejmuj się zawartością umysłu” — mówi. „Musimy przyjrzeć się rzeczywistym ruchom fizycznym”.

Zrozumienie teorii stabilności postawy zaczyna się od wiedzy, że ludzkie ciało nigdy nie jest całkowicie nieruchome. Nawet aby stać w miejscu, mięśnie muszą być aktywne. „Jeśli rozluźnisz wszystkie mięśnie, upadniesz na podłogę” – mówi Stoffregen. Ta czynność powoduje niewielki ruch, zwany kołysaniem ciała. Nie wystarczy być zauważalnym – centymetr lub dwa w każdą stronę, po trochu. Czasami na zajęciach jogi nauczyciele każą ci pochylić się do przodu na palcach, potem z powrotem na pięty, a potem wrócić do centrum, aby odzyskać równowagę. To właśnie ludzie robią cały czas, tylko na mniejszą skalę.

Obie teorie choroby lokomocyjnej zakładają rozdźwięk między oczekiwaniami a rzeczywistością.

Jednak umieść tych ludzi na statku, a wypróbowane i sprawdzone metody równowagi często zawodzą. „Powiedzmy, że stoisz, a twoje ciało idzie do przodu” – mówi Stoffregen. „Musisz naciskać palcami stóp, ale co, jeśli zrobisz to, gdy statek wysuwa się spod ciebie? Oznacza to, że [po] ruchu, którego używałeś przez całe życie, aby skutecznie się ustabilizować, twoje ciało będzie się poruszać w sposób, w jaki nie chcesz, aby się poruszało. Nie będziesz już mieć związku między ruchem posturalnym a wynikiem postawy. Ta niestabilność, zgodnie z tą logiką, prowadzi do złego samopoczucia.

Stoffregen mówi, że te dwa sposoby konceptualizacji choroby lokomocyjnej „po prostu nie są na tej samej planecie”, ale wydają mi się w pewnym stopniu kompatybilne. Oba wiążą się z dysonansem między oczekiwaniami a rzeczywistością, między tym, do czego ciało jest przyzwyczajone, a tym, czego doświadcza.

„Jestem trochę niepewny”, mówi Hain, „ale nie brzmi to zbytnio inaczej”.

Dane genetyczne z 23andMe zapewniają pewne wsparcie dla obu. Naukowcy odkryli powiązania między chorobą lokomocyjną a genami zaangażowanymi w rozwój oczu i uszu, a także równowagę.

„Myślę, że niektóre z naszych powiązań z tym genem zaangażowanym w równowagę są naprawdę interesujące” – mówi Bethann Hromatka, główna autorka badania i kierownik ds. treści zdrowotnych w 23andMe. „To może w pewien sposób wiązać się z obiema teoriami – w jaki sposób można utrzymać równowagę w określonych warunkach ruchu”.

Jednak w przypadku obu wyjaśnień nie jest jasne, dlaczego taki konflikt powodowałby nudności. Zawroty głowy, jasne. Ale dlaczego niedopasowanie między oczami a uchem wewnętrznym przyprawiałoby kogoś o mdłości?

„Nikt nie wie”, mówi Stoffregen.

W rzeczywistości istnieje jedna teoria, chociaż Stoffregen nie uważa jej za przekonującą. Opublikowany w 1977 roku przez Michela Treismana w czasopiśmie Science, sugeruje, że nudności spowodowane chorobą lokomocyjną są efektem ewolucyjnej adaptacji do ochrony przed trucizną. Niektóre toksyny po spożyciu mogą zaburzać układ przedsionkowy. A jeśli masz w sobie trochę trucizny, dobrze byłoby ją zwymiotować. Tak więc ta hipoteza mówi, że choroba lokomocyjna może być rodzajem inżynierii wstecznej tego impulsu – jeśli układ przedsionkowy jest niesprawny, ciało podejrzewa, że ​​może tam być trucizna i przygotowuje się do wyrzucenia szkodliwej zawartości.

Ale jak to wszystko wyjaśnia różnice indywidualne? Jeśli dwie osoby czytają w samochodzie, jedna osoba może pluć po całym swoim egzemplarzu Jane Eyre, podczas gdy żołądek drugiej pozostaje na tyle stabilny, by mogła dowiedzieć się, że pan Rochester przetrzymuje Berthę na strychu. Obie osoby teoretycznie doświadczają tego samego niedopasowania między bodźcem wzrokowym a odczuciem ucha wewnętrznego, a także tego samego pomieszania między ruchem a ruchem mięśni. Ale niektórzy potrafią czytać w samochodzie, a niektórzy nie. Jeszcze bardziej komplikuje się to, że niektórzy ludzie chorują na samochód/autobus/samolot, gdy są młodzi, a potem stają się coraz lepsi z wiekiem.

Hain mówi, że zwykle wyjaśnia tę zmienność „na podstawie tego, że niektórzy ludzie po prostu mają pecha i są bardziej wrażliwi na ruch niż inni… Teraz mam ten artykuł [23andMe], który mówi, że może to być również genetyka”.

„Mogą istnieć pewne odmiany pewnych genów, w których konflikt sensoryczny jest większy, [ludzie] doświadczają go w większym stopniu”, spekuluje Hromatka.

Niektóre grupy ludzi są bardziej podatne na chorobę lokomocyjną: dzieci, kobiety, osoby z migreną. Badanie 23andMe wykazało również powiązania między podatnymi na chorobę lokomocyjną a słabymi śpiącymi.

Stoffregen twierdzi, że indywidualne różnice w kołysaniu ciała mogą tłumaczyć różnice w podatności na chorobę lokomocyjną. Rzeczywiste pomiary są skomplikowane, ale w zasadzie, jak mówi, „jeśli miałeś zachorować, kołysałeś się w ten sposób, jeśli nie, kołysałeś się w inny sposób”.

Być może zmiany cielesne w okresie dojrzewania mogą wyjaśnić, dlaczego dzieciak, który rzyga na karuzeli, może wyrosnąć na dorosłego, który nie kuli się przed metalowymi końmi.

Ma dowody na to, że kołysanie może również tłumaczyć różnicę płci. W niedawnym badaniu, które wciąż jest recenzowane w czasopiśmie, Stoffregen umieścił ludzi w pomieszczeniu wypełnionym oscylacyjnymi wizualizacjami zaprojektowanymi w celu wywołania choroby lokomocyjnej. Odkrył, że 9 procent mężczyzn zgłaszało uczucie choroby lokomocyjnej po wejściu do pokoju, podczas gdy 38% kobiet to robiło. Uważa, że ​​dzieje się tak dlatego, że ciała mężczyzn i kobiet mają tendencję do kołysania się inaczej.

„Przed okresem dojrzewania ciała chłopców i dziewcząt nie różnią się aż tak bardzo” – mówi. — A potem są. Jedną z różnic jest rozkład masy. U kobiet ciężar jest zwykle noszony w biodrach, au mężczyzn w klatce piersiowej. Masz tam dużą mechaniczną różnicę.

Ponownie, rzeczywista mechanika jest tutaj skomplikowana, ale ogólnie kobiety mają tendencję do kołysania się wolniej, ale dalej, a mężczyźni mają tendencję do kołysania się szybciej, ale na mniejszym obszarze. („Dalej” oczywiście w kontekście już drobnych ruchów.)

Tak więc „pod koniec dnia myślę, że mogę odpowiedzieć na pytanie„ Dlaczego istnieje różnica płci? ”- mówi Stoffregen.

Kobiety są również różnie podatne w zależności od tego, gdzie się znajdują w swoich cyklach menstruacyjnych. Wydaje się to trochę szalone, ale Stoffregen wskazuje, że „wprowadzanie pewnych substancji chemicznych [takich jak kofeina] do krwiobiegu może wpływać na ruch, dlaczego nie hormony?”

Być może więc zmiany cielesne w okresie dojrzewania mogą wyjaśnić, dlaczego dzieciak, który objada się na karuzeli, może wyrosnąć na dorosłego, który nie kuli się przed metalowymi końmi. Hain zauważa również, że „w miarę, jak ludzie mijają połowę pięćdziesiątki, zaczynają być mniej wrażliwi na ruch, prawdopodobnie z powodu mniejszej funkcji ucha wewnętrznego”.

Pocieszająca jest świadomość, że choroba lokomocyjna nie zawsze trwa wiecznie, w dłuższej perspektywie, ale także w krótkim okresie. Rzadko zdarza się, aby ktoś wybrał się w rejs i cały czas przetaczał się przez barierkę. Zarówno Hain, jak i Stoffregen podkreślają, że ludzie z czasem przyzwyczajają się do ruchu i czują się lepiej. Na przykład żeglarze mogą zbyt dobrze dostosować się do kołysania statku, co powoduje mal de barquement lub „choroba lądowa”, gdy wracają na twardy grunt.

Sam Puma, lekarz, były pilot sił powietrznych i były chirurg lotniczy NASA, opracował program leczenia choroby lokomocyjnej oparty na ćwiczeniach przyzwyczajenia. „Już w ciągu tygodnia”, obiecuje strona internetowa, „możesz zacząć cieszyć się zajęciami, które kiedyś powodowały, że czułeś się chory”. Pomimo informacyjnego wyglądu strony internetowej Pumy, Hain mówi, że Puma nie tylko sprzedaje olej z węża.